W takim razie / ułatwiając również sobie życie / podyktowałam od rańca, że nie zwracam uwagi na ubiór Mari i niech zakłada te swoją wynoszoną spódnice jeansową i porozciąganą z dekoltem niemal do pępka bluzkę z kotem, którego prawie nie widać:-)
- Supiiiiiiiii!!, krzyczy Mariczka co oznacza super!w jej klasie;-)
No i pooooszło na całego! Nutella na śniadanie, do szkoły rozpuszczone i nieczesane włosy, lody na deser i kreskówki przy kolacji! A do tego prezenty od pani w szkole, od dziadków no i ode mnie i taty...
A za moich czasów wata na patyku w
Dzień Dziecka to był szczyt szaleństwa:-)) Było, minęło...ja za to w imię dnia dziecięcej wolności, walczyłam jak lwica o wolny wieczór dla siebie! Położenie dziewczyn do 21:00 i ...wrzucam ulubiony kawałek Fergie - Big Girls Don't Cry, kubek kawy i blooguje:-)Dobranoc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz