W strugach deszczu pobiegłyśmy do przychodni. Przed nami mała dziewczynka i 1,5 roczny chłopiec. Najpierw ważymy nasza Lenkę w małym gabinecie. 5300g - małe słoniątko jak to określa pani pielęgniarka:-)
Potem wizyta u pani doktor, która bada, czy Lenka może przystąpić do szczepienia. A w trzeciej kolejności... no właśnie szczepienie. Mari bardzo pomocna, podaje książeczkę szczepień pani, rozwija pieluszkę na kozetce i czule głaszcze i całuje Lenkę. Śmiejemy się, bo Lena boksuje stópkami policzki Mari, która położyła się w jej nóżkach. Pani każe odkryć uda dziecka bo poda dwie szczepionki na żółtaczkę i resztę chorób. Lenka z małym zabawnym uśmieszkiem leży i patrzy na Mariczkę. Nagle zastyga i czerwienieje na buzi a jej usteczka zaczynają grymas wielkiej podkówki i zaczyna wydobywać się z nich wielki krzyyyyk! Gik jedno i Gik drugie!
Ojej! biedactwo nie płacz już, pociesza pani pielęgniarka! My również robimy minki i uspakajamy Lenkę. ,,Ubierzemy ją w poczekalni.'' - stwierdzam, wychodzimy, zerkam na Mari a ona płacze!
,,Mari no co Ty?'', mówię.
,,Ale ona jest taka biedna mamo, tak mi jej szkoda!'' mówi i zaczyna wyć na całą poczekalnie, do tego Lenka jeszcze głośno płacze, bo ukłucia bolą! Dramatyczny widok,ludzie dziwnie zerkają. Cóż, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego! Mari mnie rozczuliła :-0 W strugach deszczu, wracałyśmy w trójkę. Powoli... co nam deszcz zaszkodzi...mamy siebie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz