Komunia to takie pierwsze święto dziecka w naszym przypadku Gabrysi, kuzynki Mariki. Staje się pierwszy raz wielkim gospodarzem uroczystości, biała alba, wianuszek, 3 atrybuty świętości / różaniec, świeca i książeczka/ wszyscy wujkowie pod krawatami tylko dla Niej, uczta na stole i kuzynostwo gotowe nosić ją na rękach, bo wygląda wyjątkowo!
Jako nadworny sekretarz Gabrysi wystąpiła w tym zadaniu genialnie Marika!
Pierwszy rząd w kościele, wypieki na twarzy z wrażenia! Po dłłuuugiej półtoragodzinnej mszy moje oczy po raz pierwszy zobaczyły tak szczęśliwą Marikę! Zwykle po pierwszych dziesięciu minutach następowało pytanie:,, Kiedy się skończy?'' A tu!!? ,, Mamo, ale było fajnie i Gabi pierwsza przyjęła Pana Jezusa!''
Od tego momentu, tak jak by Duch Święty zstąpił na moją Mari, nie odstępowała Gabi ani na krok.
Razem przy stole, nawet matka chrzestna zwolniła krzesło dla Mari !
Żeby było sprawiedliwie to muszę pochwalić moją drugą córcie Lenkę, która całą Komunię była najgrzeczniejszym gościem za stołem. Nie płakała, nie marudziła tylko słodko bujała się przy oknie na swoim foteliku. Oczarowała wszystkich, a dla Gabi była honorowym gościem do zdjęcia, cierpliwie czekała, aż Lenka się wybudzi, żeby móc zrobić sobie z Nią zdjęcie!
Cudownie móc patrzeć jak kuzynostwo się szanuje i kocha a zarazem wspaniale spędza ze sobą czas! Wieczorem Mari dodała jeszcze:,, Jak dorośniemy, to ja i Gabi zamieszkamy razem!'' Hmm, słodkie pomyślałam w myśli, ale czas zweryfikuje słowa...oby na korzyść tej przyjaźni. Miłego dnia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz